kaloryfery

Kaloryferowy zawrót głowy trwa. Ponieważ postanowiłam nie wymieniać starych na nowe, przynajmniej nie w najbliższym czasie, to niezbędnym stało się doprowadzenie starych do wyglądu użytkowego.

Dylematem było jak się do nich dobrać, ale jak to mówią, czasem lepiej poczekać zamiast kombinować. Tak więc wraz ze wstawianiem okien, niezbędne okazało się obrobienie nowych parapetów. W tym procederze przeszkadzały kaloryfery, a ponieważ akurat remont sieci jest i woda spuszczona z instalacji to… można kaloryfery odpiąć. Można, można. Skoro można, to się robi. Robi się zaś tak… znaczy odkrywa się kolejne pokłady tapety, z którą należy się rozprawić i definitywnie, oraz ostatecznie rozstać.

odszorowany paskudek od „ładnej” strony wyglądał tak:

a od brzydszej strony – ciekawie prezentowało się we własnej osobie Żeliwo…

jaki jestem śliczny i bielusi… rzecz jasna – dnia następnego kompan również stal się godny większego brata… ;)

Zostaje w prawdzie jeszcze zielony ohydek, ale i z nim sobie poradzę. W swoim czasie. Wszystko na spokojnie.

8 Komentarze

  1. jak nie malowałaś ich lakierem samochodowym to zżółkną szybciorem ,szkoda roboty , kiedyś Ci pisałam że najlepiej sprajem i to srebrnym :-)
    ale że za kaloryferem mieli tapetę ? jak oni ją tam wcisnęli ? hmm jak jeszcze nie powiesiłaś kaloryferów naklej sobie ekran odbijający ciepło

    • Kolorem, będę się martwić, jak zżółkną. Faktycznie, mogłam kupić srebrną farbę, ale pomyślałam o tym, jak już zaczęłam je malować. I owszem, naklejam za nimi ekran :)

      Nie pytaj mnie jak oni upchnęli tę tapetę pod kaloryfer, wierz mi, że ona była nawet pod płytkami w łazience!!!! więc po prostu, wiem, że nie ma na tej ziemi miejsca, gdzie nie dałoby się upchnąć tapety, a jeśli jest… to wystarczy, aby wpuścić tam poprzednich właścicieli mieszkania i… już nie będzie ;)

  2. Witaj, podziwiam Twoją nierówną walkę z tym mieszkaniem. Masz kogoś do pomocy, czy sama walczysz ze wszystkim? Wierzę, że w końcu stanie się Twoim mieszkaniem marzeń. Pozdrawiam serdecznie ;)

    • Walka nie jest nierówna, jest taka jak jej pozwalam aby była. Niektórzy czerpią satysfakcję z efektów własnej pracy inni z tego, że mają ładnie i za to ładnie zapłacili. Każdy wedle własnego uznania postępuje.

  3. No tak to bywa, ja kaloryfery maluję specjalną farbą co jakieś 8 lat. Trochę precyzji, cierpliwości i oczywiście dobra farba I gotowe.

    • akurat jeśli idzie o malowanie kaloryferów, to… te są moja własnością od mniej niż 8 lat :) … a wcześniejsi właściciele jakoś nie widzieli konieczności ściągania i malowania ich również od strony ściany. :) Ot taka moja fanaberia, żeby z obu stron były wymalowane. :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.